Kategoria: recenzje

  • Definitely Not Fried Chicken – Kącik Indyka

    Definitely Not Fried Chicken – Kącik Indyka

    Gra Definitely Not Fried Chicken to symulator prowadzenia i zarządzania biznesem. W grze prowadzimy biznes narkotykowy pod przykrywką legalnych firm.

    Grę charakteryzuje humorystyczny klimat, z nawiązaniami do różnych dzieł kultury i marek, zwłaszcza do Breaking Bad. Mamy duże możliwości prowadzenia firm – możemy prowadzić pralnie, restauracje, fast foody (kurczaki w panierce), pączkarnie (amerykańskie z donutami), kasyno czy też bar. Jednak samo prowadzenie takich firm nie przynosi zbyt dużych korzyści, więc wspomagamy się narkotykowym biznesem.

    W lokalach (firmach, które prowadzimy) sprzedawane są towary, które produkujemy w fabrykach. To właśnie te towary są głównym źródłem dochodu naszej firmy.

    Interfejs w grze jest mało czytelny i trzeba trochę się nagłówkować, aby zrozumieć, co do czego służy, ale gdy już się to opanuje, gra zaczyna być przyjemna.

    Ciekawym problemem jest to, że gra potrafi długo się ładować gdy uruchamia się nową gre.

    W grze naszymi głównymi antagonistami są Chef i Szef policji, którzy nasyłają na naszą „fabrykę dobroci” swoich ludzi. Często taki atak kończy się zniszczonym sprzętem i stratami w zasobach ludzkich.

    Gra działa poprawnie, ale ma wady w postaci średniego interfejsu. Rozgrywka czasem wygląda w ten sposób, że zostawiamy ją uruchomioną i ustawiamy dostawców tak, aby mogli dostarczać towar do docelowych miejsc, takich jak firmy lub specjalne lokacje, np. szkoła, gdzie otrzymujemy punkty do wydania na różne technologie. Technologie te obejmują nowe sprzęty do firm i fabryk, samochody oraz wyposażenie dla pracowników. Jednak gdy zostawi się tak gre bez nadzoru może okazać się, że nasi antagoniści napadli na naszą firme i pozabijali pracowników i uszkodzili sprzęt.

    W grze można dostrzec inspiracje serialem Breaking Bad oraz podobnymi produkcjami, a także nawiązania do znanej franczyzy fast food, której nazwa zaczyna się na K, a kończy na FC. Tytuł jest skierowany do osób, które lubią gry ekonomiczne i symulatory zarządzania oraz marzą o zbudowaniu własnego imperium – niczym te znane z Albuquerque.

  • Hytale – Minecraft 2

    Hytale – Minecraft 2

    Hytale nowa gra sanbox wydana przez brytyjskie studio Hypixel Studios która po 11 latach w produkcji i po turbulentnych czasach po przejęciu i anulacji przez Riot Games wreszcie została wypuszczona w early access po tym jak orginalny kreator Simon Collins-Laflamme odkupił prawa do gry i wznowił nad nią prace.

    W skrócie gra mocno przypomina mocno modowanego Minecrafta, lecz grając czuje jak bym grał w Action RPG z funkcjonalnością Minecrafta. Pierwsze godziny rozrywki są bardzo zbliżone do każdego blokowego sandboxa, zbieramy drzewo budujemy kwadrat i zaczynamy zdobywać pierwsze narzędzia i budować stoły rzemieślnicze. Dopiero kiedy zaczynamy się oddalać od bezpiecznego zakątka naszej bazy i zaczynamy odkrywać mapę i walczyć z mobami można wyczuć trochę indywidualizmu Hytale. Walka i eksploracja wydają się na razie największym udoskonaleniem w porównaniu do Minecrafa, gdyż nawet w najbardziej modowanym serwerze walka zawsze pozostawia wiele do życzenia. Hytale posiada także sporo bazowych funkcji które poprawiają rozgrywkę samo to że stoły do tworzenia rzeczy są w stanie użyć rzeczy ze skrzyń zaoszczędza mi szukania w moim chaosie skrzynek gdzie schowałem potrzebne materiały na nowy miecz. Gra posiada solidną podstawę gry będącej w early access, a cenowo wychodzi na polskie 92zł więc jak szukacie czegoś nowego lub szukacie alternatywy od bazowego Minecrafta Hytale na pewno jest w stanie zapełnić tą dziurę.

  • Remnant: From the Ashes – postapokaliptyczny soulslike shooter

    Remnant: From the Ashes – postapokaliptyczny soulslike shooter

    Remnant: From the Ashes to soulslike’owy shooter, który wyszedł w 2019 roku. Za tytuł odpowiada amerykańskie studio Gunfire Games. Choć połączenie strzelanki z soulslikiem nie robi dziś wielkiego wrażenia w tamtym okresie był prekursorem tej mieszanki. Oczywiście ważnym elementem gry jest również generowanie proceduralne, które można spotkać najczęściej w gatunku rouglike. Dzięki tej mechanice kolejne przejścia mogą oferować różne mapy, bossów i wydarzenia.

    Poniżej ta sama pierwsza lokacja, ale trzy różne rozgrywki:

    W Remnant można grać samemu i z innymi. Obcymi i znajomymi. Maksymalnie podczas jednej sesji może być 3 graczy.  Jednakże osobiście ograłem ten tyłuł z jednym towarzyszem i pod tym kątem będę go oceniać najbardziej. Jeśli ktoś wcześniej miał styczność z grami soulslike, szybko odnajdzie się w tym świecie, ponieważ gra czerpie pełnymi garściami z serii Dark Souls (tak, patrzę na ciebie Ixillis).

    Poniżej gameplay:

    Fabuła jest dość prosta i polega na tym aby znaleźć Forda.

    Alert Dadjoke!!! Oczywiście nie chodzi o samochód lecz o osobe.

    Pomiajac płytką fabułę, która jedyni służy jako tło do eksploracji świata, dlatego skupmy się na gameplayu.

    Gra osadzona jest w mrocznym, postapokaliptycznym świacie, który opanowany jest przez demoniczne i tajemnicze rasy. Więc szykujcie się na to, że spotkacie wiele groźnych i niepowtarzalnych przeciwników. Klimat jest ciężki i momentami przytłaczający, a zrujnowane lokacje dobrze oddają upadek cywilizacji ludzi.

    Odpowiednikiem ognisk z Dark Souls są tutaj Kamienie Świata, czyli checkpointy. Występują dwa typy: mniejsze, które służą do odpoczynku i powrotu do bazy Ward 13 (Jednak gdy aktywujemy inny checkpoint już do tamtego miejsca nie wrócimy za pomocą teleportu), oraz duże, umożliwiające teleportację między lokacjami. Odpoczynek przy kamieniu resetuje świat. Tak jak w innych grach tego typu, podczas odpoczynku przy takim kamieniu restartuje się otoczenie czyli odradzają się stwory, również odnawiają się umiejętności bohatera, życie i amunicja.

    Amunicja jest ograniczona, ale można ją zdobyć z przeciwników lub zniszczonych obiektów. Każda broń dystansowa posiada przypisany specjalny skill, a w przypadku broni podstawowych możemy wybierać spośród dostępnych modyfikacji. Oczywiście w grze możemy modyfikować uzbrojenie i broń z apomocą zebranych materiałów podczas eksploatacji świata.

    Muzyka i dźwięk nie są nachalne, ale dobrze budują klimat, choć nie zapadają szczególnie w pamięć.

    Jako osoba czepialska muszę przyczepić się w pierwszej kolejności do poziomu trudności, gdyż dwa pierwsze są frustrujące i ciężko grywalne zwłaszcza, że potwory dają zadają duże obrażenia, a zarazem są gąbkami na naboje, a amunicja jest ograniczona. Oczywiście można kupić paczki z amunicją lub zabijać stworki i niszczyć obiekty.

    Drugim mankamentem są bossowie, którzy są nierówno zaprojektowani. Zamiast być samodzielnym zagrożeniem, często wspierani są przez fale przeciwników. Nie jest to złe rozwiązanie, ale sprawia wrażenie leniwego projektu.

    Podsumowując, Remnant: From the Ashes to dobry tytuł zarówno do grania w coopie, jak i solo. Znajdzie swoje grono odbiorców wśród fanów shooterów i soulslike’ów, z lekkim naciskiem na strzelankową część rozgrywki.

    Ja mu daje ocenę w postaci shorta (dobrze się bawiłem strzeląc przypadkowo w towarzysza):

  • Digimon World: Next Order – Dobry tytuł dla fanów Digimonów

    Digimon World: Next Order – Dobry tytuł dla fanów Digimonów

    Digimon World: Next Order to gra oparta na marce Digimon, w której wcielamy się w jedną z dwóch postaci – Shiki lub Takuto – która następnie trafia do cyfrowego świata Digimon. W grze mamy do dyspozycji dwóch towarzyszy, którzy wspólnie z nami walczą z potężnymi przeciwnikami. Naszym celem jest uratowanie świata Digimonów oraz odnalezienie drogi powrotnej do domu.

    Pod względem fabularnym gra nie różni się znacząco od innych gier ani anime z serii Digimon. Bohater trafia do cyfrowego świata i próbuje znaleźć sposób, aby się z niego wydostać. Wraz z nowo poznanymi towarzyszami przemierza cyfrowy świat, rozwiązując jego problemy i stopniowo odkrywając przyczynę całego zamieszania.

    Digimon World: Next Order jest duchową kontynuacją pierwszego Digimon World, co oznacza, że nie trzeba znać poprzedniej części, aby zrozumieć fabułę gry i dobrze się przy niej bawić.

    Gra wykorzystuje mechaniki starzenia się, chorowania oraz śmierci Digimonów, charakterystyczne dla zabawek typu Tamagotchi i innych wirtualnych zwierzątek. Wiąże się to z tym, że nasi towarzysze będą wielokrotnie odradzać się w tak zwanej formie Rookie, czyli na najniższym poziomie.

    Ewolucja Digimonów zależy od wielu czynników, takich jak wygrane i przegrane walki, stan zdrowia (choroby, waga itp.), poziom przywiązania i przyjaźni oraz zdobyte statystyki.

    W grze występuje system dnia i nocy, który wpływa na to, jakie Digimony pojawiają się na mapie.

    W grze spotykamy digimony, które dołączaja do miasta dzięki wykonaniu prostych zadań dla nich. Cyfrowe stworki po wyknaniu zadania przenoszą się do miasta i oferują różne usługi takie jak handel lub punkt medyczny. Zwiększanie liczby mieszkańców miasta jest niezbędna do dalszego postępu fabularnego.

    System walki w czasie rzeczywistym, wzbogacony o elementy wydawania poleceń, został zrealizowany poprawnie. Nie jest skomplikowany i nawet osoba, która nigdy wcześniej nie miała styczności z takim systemem, może łatwo się go nauczyć.

  • Watch Dogs Legion – Krytyczne Spojrzenie Fana Marki

    Watch Dogs Legion – Krytyczne Spojrzenie Fana Marki

    Długo zabierałem się do tej recenzji. Obiecuje, ze postaram się być obiektywny co do niej.  

    Mechaniki ciekawe i świeże. Z hakerpunka zrobili cyberpunka. Londyn wygląda świetnie. Stracony potencjał. Sam wątek poboczny (jeśli tak to można nazwać) jest w miejsach o wiele lepszy niż główny. Protagoniści brak (dodatek Bloodline to naprawia), Antagoniści… Ten główny średni, Ci których poznajemy w trakcie o wiele ciekawsi, jednak nadal za bardzo płytcy i przerysowani.  

    Recenzja ogólna, czyli jak bardzo mnie zawiedli. 

    Nie będę kłamał, że moje uczucia o dodatku Bloodline są mieszane. Ale w tej narzekaninie recenzji będę pisać o samym Watch Dogs: Legion

    Zaczynamy od agenta Tomka, w sensie od kogoś z MIT5? MIT6?, na potrzeby mojej recenzji, będę nazywać go agentem Tomkiem i tak, w prologu umiera (a może nie?). Szkoda, bo mógłby być fajnym protagonistą (a może jest antagonistą?). Tyle pytań i tyle niewiadomych.  

    I zaczynamy od zbierania drużyny i szukania najlepszych członków naszego redteamu. 

    I tu jest ok. Wiemy z czym to się gryzie. Misja i rekrutacja (są też inne sposoby na rekrutacje, ale to może kiedyś). 

    Cała gra próbuje nas przekonać, że randomy (przypadkowe osoby) są ważniejsze niż ktoś z kim się zżyliśmy. Ta gra jest świetna a zarazem tragiczna. Brakuje tu zaangażowania emocjonalnego. Do bohaterów nie czuję się sympatii. Relacje pomiędzy członkami twojego zespołu są, a właściwie ich nie ma, już mniej płytkie są dwa boty kłócące się ze sobą.   

    Drony, pszczoły, szpiedzy – Ciekawe mechaniki i zastosowania, ale coś poszło nie tak. Brakuję tu mechaniki towarzyszy i relacji pomiędzy sobą. 

    I nawet twoja BABCIA (bo tak reklamowali te grę) może być hakerem i matka też, czyli jak można zrekrutować mamusie (która jest w twojej okolicy). I ciekawy pomysł, ale jednak coś się mi tu gryzie.

    Londyn wygląda dobrze. Miasto żyje i naprawdę przyjemnie się jeździ po nim. Fabuła główna jest dobra. Antagoniści przerysowani, ale nie są jakoś źle napisani. Niektóre wątki fabularne, są świetne, a niektóre przeciętne a nawet złe.  

    Jest ok. W radiu grają przyjemne utwory. 

    Gra różni się bardzo od poprzednich części. Ciekawy eksperyment, który nie wypalił. Można ograć, nie jest zła, ale jakby nie powstała, to Watch Dogs by nie ucierpiał, nawet by zyskał. 

    Ciekawostka Legion ma swój komiks i książkę (nie mylić z mangą)

    https://www.ubisoft.com/en-us/game/watch-dogs/legion/news-updates/22mhDFQlpEkl6UxCQ7EHFL/new-watch-dogs-legion-books-available-now

  • Hollow Knight – I love This Bug – Recenzja

    Hollow Knight – I love This Bug – Recenzja

    Pierwszy raz miałem okazję zagrać w Hollow Knight parę lat temu w wersje na PC. Pare lat później kupiłem wersje na NINTENDO SWITCH i ona będędzie głównie oceniana.

    Czy na ten moment jest to nadal pożądny tytuł do ogrania? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tym tekście.

    Warstwa wizualno-dzwiękowa:

    Na początku powiniśmy opowiedzieć o kwesti wizualnej i tu nie ma co oceniać. Jest ładnie i rysunkowo. Pełno detali i wszystko ze sobą współgra, a lokacje nie są monotonne. Muzyka jak to muzyka kwestia gustu, ale mi przypadła do gustu. Nie przeszkadza podczas gry i nie trzeba jej wyciszać, więc to naprawdę wielki plus. Muzyka nadaje klimat wielu lokacjom i wtapia się w nie tworząc całość.

    Warstwa mechaniczna:

    Wszystko działa jak ma działać. Wiele umiejętności zdobywamy podczas gry (zazwyczaj po pokonaniu jakiego bossa) i często musimy wracać do poprzednich lokacji, aby popchnąć rozgrywke dalej. Walki są przyjemne i nasi przeciwnicy są zaprojektowani w taki sposób, że nie czujemy nudy. Podczas rozgrywki nie czujemy monotoni. Nie musimy iść konkrętną ściężką i mozemy wybrać sobie własną drogę przechodzenia gry, przez co sam się wiele razy zgubiłem.

    Warstwa fabularna:

    Hollow Knight czerpie pełną garścią z soulslikeów jak Dark Souls. Tak naprawdę nie musimy poznawać fabuły gry, aby czerpać radości z rozgrywki. Gra czerpie pełną garścią z soulslików, czyli większość informacji o śwecie i fabule musimy dokryć sami. W skrócię:

    Gramy sobie robaczkiem rycerzem, który przybywa do Hallownest. Jak ktoś chce zapoznać się z fabułą, to poniżej są ciekawe linki:

    Czy warto zagrać w Hollow Knight?

    Tak warto, ale gdy lubisz Soulike i Metroidvanie. Jest ładnie i trudno. Czego więcej wymagać od takiego tytułu.