Kategoria: gry

  • Digimon World: Next Order – Dobry tytuł dla fanów Digimonów

    Digimon World: Next Order – Dobry tytuł dla fanów Digimonów

    Digimon World: Next Order to gra oparta na marce Digimon, w której wcielamy się w jedną z dwóch postaci – Shiki lub Takuto – która następnie trafia do cyfrowego świata Digimon. W grze mamy do dyspozycji dwóch towarzyszy, którzy wspólnie z nami walczą z potężnymi przeciwnikami. Naszym celem jest uratowanie świata Digimonów oraz odnalezienie drogi powrotnej do domu.

    Pod względem fabularnym gra nie różni się znacząco od innych gier ani anime z serii Digimon. Bohater trafia do cyfrowego świata i próbuje znaleźć sposób, aby się z niego wydostać. Wraz z nowo poznanymi towarzyszami przemierza cyfrowy świat, rozwiązując jego problemy i stopniowo odkrywając przyczynę całego zamieszania.

    Digimon World: Next Order jest duchową kontynuacją pierwszego Digimon World, co oznacza, że nie trzeba znać poprzedniej części, aby zrozumieć fabułę gry i dobrze się przy niej bawić.

    Gra wykorzystuje mechaniki starzenia się, chorowania oraz śmierci Digimonów, charakterystyczne dla zabawek typu Tamagotchi i innych wirtualnych zwierzątek. Wiąże się to z tym, że nasi towarzysze będą wielokrotnie odradzać się w tak zwanej formie Rookie, czyli na najniższym poziomie.

    Ewolucja Digimonów zależy od wielu czynników, takich jak wygrane i przegrane walki, stan zdrowia (choroby, waga itp.), poziom przywiązania i przyjaźni oraz zdobyte statystyki.

    W grze występuje system dnia i nocy, który wpływa na to, jakie Digimony pojawiają się na mapie.

    W grze spotykamy digimony, które dołączaja do miasta dzięki wykonaniu prostych zadań dla nich. Cyfrowe stworki po wyknaniu zadania przenoszą się do miasta i oferują różne usługi takie jak handel lub punkt medyczny. Zwiększanie liczby mieszkańców miasta jest niezbędna do dalszego postępu fabularnego.

    System walki w czasie rzeczywistym, wzbogacony o elementy wydawania poleceń, został zrealizowany poprawnie. Nie jest skomplikowany i nawet osoba, która nigdy wcześniej nie miała styczności z takim systemem, może łatwo się go nauczyć.

  • Watch Dogs Legion – Krytyczne Spojrzenie Fana Marki

    Watch Dogs Legion – Krytyczne Spojrzenie Fana Marki

    Długo zabierałem się do tej recenzji. Obiecuje, ze postaram się być obiektywny co do niej.  

    Mechaniki ciekawe i świeże. Z hakerpunka zrobili cyberpunka. Londyn wygląda świetnie. Stracony potencjał. Sam wątek poboczny (jeśli tak to można nazwać) jest w miejsach o wiele lepszy niż główny. Protagoniści brak (dodatek Bloodline to naprawia), Antagoniści… Ten główny średni, Ci których poznajemy w trakcie o wiele ciekawsi, jednak nadal za bardzo płytcy i przerysowani.  

    Recenzja ogólna, czyli jak bardzo mnie zawiedli. 

    Nie będę kłamał, że moje uczucia o dodatku Bloodline są mieszane. Ale w tej narzekaninie recenzji będę pisać o samym Watch Dogs: Legion

    Zaczynamy od agenta Tomka, w sensie od kogoś z MIT5? MIT6?, na potrzeby mojej recenzji, będę nazywać go agentem Tomkiem i tak, w prologu umiera (a może nie?). Szkoda, bo mógłby być fajnym protagonistą (a może jest antagonistą?). Tyle pytań i tyle niewiadomych.  

    I zaczynamy od zbierania drużyny i szukania najlepszych członków naszego redteamu. 

    I tu jest ok. Wiemy z czym to się gryzie. Misja i rekrutacja (są też inne sposoby na rekrutacje, ale to może kiedyś). 

    Cała gra próbuje nas przekonać, że randomy (przypadkowe osoby) są ważniejsze niż ktoś z kim się zżyliśmy. Ta gra jest świetna a zarazem tragiczna. Brakuje tu zaangażowania emocjonalnego. Do bohaterów nie czuję się sympatii. Relacje pomiędzy członkami twojego zespołu są, a właściwie ich nie ma, już mniej płytkie są dwa boty kłócące się ze sobą.   

    Drony, pszczoły, szpiedzy – Ciekawe mechaniki i zastosowania, ale coś poszło nie tak. Brakuję tu mechaniki towarzyszy i relacji pomiędzy sobą. 

    I nawet twoja BABCIA (bo tak reklamowali te grę) może być hakerem i matka też, czyli jak można zrekrutować mamusie (która jest w twojej okolicy). I ciekawy pomysł, ale jednak coś się mi tu gryzie.

    Londyn wygląda dobrze. Miasto żyje i naprawdę przyjemnie się jeździ po nim. Fabuła główna jest dobra. Antagoniści przerysowani, ale nie są jakoś źle napisani. Niektóre wątki fabularne, są świetne, a niektóre przeciętne a nawet złe.  

    Jest ok. W radiu grają przyjemne utwory. 

    Gra różni się bardzo od poprzednich części. Ciekawy eksperyment, który nie wypalił. Można ograć, nie jest zła, ale jakby nie powstała, to Watch Dogs by nie ucierpiał, nawet by zyskał. 

    Ciekawostka Legion ma swój komiks i książkę (nie mylić z mangą)

    https://www.ubisoft.com/en-us/game/watch-dogs/legion/news-updates/22mhDFQlpEkl6UxCQ7EHFL/new-watch-dogs-legion-books-available-now

  • Hollow Knight – I love This Bug – Recenzja

    Hollow Knight – I love This Bug – Recenzja

    Pierwszy raz miałem okazję zagrać w Hollow Knight parę lat temu w wersje na PC. Pare lat później kupiłem wersje na NINTENDO SWITCH i ona będędzie głównie oceniana.

    Czy na ten moment jest to nadal pożądny tytuł do ogrania? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tym tekście.

    Warstwa wizualno-dzwiękowa:

    Na początku powiniśmy opowiedzieć o kwesti wizualnej i tu nie ma co oceniać. Jest ładnie i rysunkowo. Pełno detali i wszystko ze sobą współgra, a lokacje nie są monotonne. Muzyka jak to muzyka kwestia gustu, ale mi przypadła do gustu. Nie przeszkadza podczas gry i nie trzeba jej wyciszać, więc to naprawdę wielki plus. Muzyka nadaje klimat wielu lokacjom i wtapia się w nie tworząc całość.

    Warstwa mechaniczna:

    Wszystko działa jak ma działać. Wiele umiejętności zdobywamy podczas gry (zazwyczaj po pokonaniu jakiego bossa) i często musimy wracać do poprzednich lokacji, aby popchnąć rozgrywke dalej. Walki są przyjemne i nasi przeciwnicy są zaprojektowani w taki sposób, że nie czujemy nudy. Podczas rozgrywki nie czujemy monotoni. Nie musimy iść konkrętną ściężką i mozemy wybrać sobie własną drogę przechodzenia gry, przez co sam się wiele razy zgubiłem.

    Warstwa fabularna:

    Hollow Knight czerpie pełną garścią z soulslikeów jak Dark Souls. Tak naprawdę nie musimy poznawać fabuły gry, aby czerpać radości z rozgrywki. Gra czerpie pełną garścią z soulslików, czyli większość informacji o śwecie i fabule musimy dokryć sami. W skrócię:

    Gramy sobie robaczkiem rycerzem, który przybywa do Hallownest. Jak ktoś chce zapoznać się z fabułą, to poniżej są ciekawe linki:

    Czy warto zagrać w Hollow Knight?

    Tak warto, ale gdy lubisz Soulike i Metroidvanie. Jest ładnie i trudno. Czego więcej wymagać od takiego tytułu.

  • Extractions shooter – Niszowa ciekawostka czy rozwijający się gatunek?

    Extractions shooter – Niszowa ciekawostka czy rozwijający się gatunek?

    Minęło już ponad 10 lat od kiedy pojawił się słynny mod do Army 2 zwany DayZ i chociaż sam mod i wersja standalone mają już swoje najlepsze lata za sobą nadal widać iskry które po sobie zostawiła. Jedną z ewolucji gatunku survival jest właśnie extraction shooter które charakteryzują się elementami PvPvE. Rozgrywka zazwyczaj polega na załadowanie się na jedną z instancji wybranego trybu lub mapy, jak najszybszego osiągnięcia celu będącym to zadanie, loot czy PvP, a następnie ucieczka za pomocą jednym z punktów ekstrakcji, gdyż śmierć zazwyczaj wiąże się z utratą wszystkich rzeczy jakie obecnie znajdują się na naszej postaci.

    Najbardziej kompletnym doświadczeniem extraction shootera obecnie jest Escape from Tarkov w którym wcielamy się w rolę PMC jednej z frakcji USEC lub BEAR który przetrwał wstępną fazę konfliktu w mieście zwanym „Tarkov”. Gra klasyfikuję się jako „Hardcore realistic online RPG FPS”, lecz jak te elementy się łączą każdy ma swoją opinie. Uważam że nie ma obecnie drugiej takiej gry jak EFT na rynku gier, asortyment broni i ich możliwe modyfikacje zadowolą każdego zapaleńca broni palnej, a zbieranie przedmiotów i PvP potrafią być satysfakcjonujące tym bardziej w początkowym czasie „Wipe-u” kiedy to każdy zaczyna ponownie od zera. Niestety Tarkov ma poważny problem z progiem wejścia, gdyż duża część mechanik nie jest tłumaczona w grze i trzeba posiłkować się zewnętrznymi stronami o prawie wszystko od questów, map i punktów ekstrakcji, aż po wartości obrażeń naboi co strasznie przerzedza nowych graczy tym bardziej jak nie mają nikogo kto jest im w stanie to wytłumaczyć. Dodatkowo na dzień pisania tego artykułu gra jest nękana przez cheatrów i złe kierownictwo developerów przez co traci przychylność weteranów, a sam też nie jestem w stanie polecić tej gry w obecnym stanie.

    A skora mowa o cheaterach w tym gatunku potrafią być oni kluczową przyczyną upadku gry, gdyż straty jakie wykonują na graczach mogą być ekstremalne. Nikt nie lubi tracić swojego czasu i drogich przedmiotów które może nawet i po raz pierwszy wzięli ze sobą do walki tylko po to by je stracić w sekundę przez kogoś kto nie gra fair. Takie nieszczęście przytrafiło się grze The Cycle Frontier które po długim czasie przegrało walkę i straciło duży odsetek graczy przez co postanowili zamknąć serwery.

    Kolejną grą która podniosła rękawice by spróbować swoich sił w tej kategorii jest Marauders który próbuje być usprawnionym Tarkovem w kosmosie. Gra mechanicznie próbuje przypominać uproszczone EFT dodając od siebie walki w statkach kosmicznych i możliwości abordażu. Gra sama w sobie jest ciekawa, lecz nie utrzymała graczy przy sobie i obecnie gra w nią do 300 graczy poprzez Steam.

    Stworzenie kompetytywnego extraction shootera nie jest łatwe póki standardem jest EFT, a pula graczy zainteresowanych nie wydaje się na tyle duża by jakiś większy deweloper zainteresował się w pełni tym gatunkiem. Lepiej radzą sobie gry które natomiast zamiast próbować kopiować Escape from Tarkov wyciągają tylko jej najlepsze części. Coraz to więcej gier nawet single-player próbuje wypełnić niższe, lub jak Dark and Darker przekształca ją w coś nowego.

    Stąd uważam extraction shootery w obecnej formie jako niszowym gatunek skupionym w okręgu jednego tytułu, lecz mechaniki w nim wykorzystywane zaczynają być inspiracją dla coraz to nowszych unikalnych tytułów.

  • Czy cyfryzacja jest dobra dla konsumenta?

    Czy cyfryzacja jest dobra dla konsumenta?

    Skąd się wziął dzisiejszy temat naszego artykułu? Dzięki tej wypowiedzi.

    „Jedną z rzeczy, jakie zauważyliśmy u graczy, jest, trochę jak z DVD, nawyk posiadania gier na własność. Ta potrzeba konsumentów musi się zmienić. Oswoili się z tym, że nie mają już kolekcji płyt CD lub DVD, a w przypadku gier ta zmiana przebiega bardzo powoli. Gracze muszą przyzwyczaić się, że nie stracą zapisu w danej grze, że nie zostanie on usunięty ani nigdzie się nie zgubi. Chodzi o to, by czuli się komfortowo, nie posiadając gier.”
    PHILIPPE TREMBLAY
    Tutaj krótkie wyjaśnienie, bo cyfryzacja gier, to mój skrót myślowy. W tekście chodzi mi o digitalizacje a dokładniej o to, aby gry były tylko dostępne w dystrybucjach cyfrowych i bibliotekach w chmurze, bez możliwości posiadania fizycznych kopii (płyt CD, Kartridżów). Aby uruchomić jakąś grę wymagany byłby Internet. Z czasem przerodziłoby się to w system subskrypcji, jak Netflix czy HBO MAX, czyli nie masz wykupionego dostępu to zostaje Ci odebrany dostęp do gier lub pływanie po zatokach.
    Wersje Pudełkowe i Cyfrowe:
    Sony, Xbox i Nintendo mamy tutaj kompromis, czyli możemy kupić grę na płytce CD (kartridż w przypadku Nintendo) z grą wgraną na te nośniki lub kupić w sklepie on-line wersje cyfrową. Na PC mamy trochę inaczej, nowsze gry nawet jeśli kupujemy wersje CD, to i tak albo musimy przypisać gre do launchera (W grach komputerowych, "launcher" to program, który uruchamia grę. Często zawiera on również funkcje związane z zarządzaniem aktualizacjami, ustawieniami gry i dostępem do społeczności graczy.) aby w nią zagrać, albo dostajemy płyte i aby zagrać w gre to nie tylko musimy przypisać ją do biblioteki, ale później pobrać pare GB plików, aby uruchomić grę. Oczywiście mamy wersje pudełkowe w której jest jedynie kod i grę i tak pobieramy z launchera. Więc czy nie powinniśmy zrezygnować całkowicie z pudełkowych wersji, zwłaszcza, ze na PC i tak to śmieć, który robi jedynie za ozdobę, chociaż ktoś to może uznać za dzieło sztuki czy coś.
    Subskrypcje:

    Sony, Xbox (Microsoft) i Nintendo posiadają w swojej ofercie subskrypcje, dzięki zapłaceniu jakieś opłaty okresowo dostajemy parę dodatkowych funkcji jak dostęp to mulitplayer (możemy grać w gry z funkcją multiplayer z innymi ludzi na całym świecie) i parę losowych gier co jakiś okres czasu.

    Subskrypcje launcherów na PC. Jeśli zapłacimy za taką subskrypcje (EA Play, Xbox Game Pass dla PC, Uplay+), to mamy dostęp okresowo do różnych bibliotek gier. Każda z firm posiada różne dodatkowe funkcje, prócz dostępu do samej biblioteki, tak jak np. EA Play który daje wcześniejszy dostęp do nowych tytułów.

    Wszystko w jednym miejscu i możliwość pochwalenia się swoją kolekcją z każdym na świecie.

    Pierwszym argumentem za cyfrową dystrybucją jest to, że te gry są łatwo dostępne. Możemy kupić każdą grę kiedy i gdzie chcemy. Mamy ochotę kupić grę Cyberpunk 2077 o godz. 22:04 a o 23:30 już możemy cieszyć się bugami w grze.

    Ceny gier, czyli tanie klucze i częste promocje w sklepach. Niektóre tytuły możemy kupić w niskich cenach, a sprytniejsi mogą się bawić w geolokalizacje (VPN za 50 zł miesięcznie i kupujemy w Argentynie). Na takim Steam czy Epic Games Store co jakiś czas są wyprzedaże gier i gry AAA, które kosztują po 200 zł można dostać w cenie 60-70 zł.

    Jeśli formatujesz komputer, lub wredny starszy brat odinstaluje twoją gre, to nie tracisz zapisu, bo jest on w chmurze. Kupiłeś nowy komputer, to możesz skończyć gre na nowym komputerze, bez utraty postępów.

    Ekologia i śmieciowe pudełka (gdzie niektóre są naprawdę brzydko zaprojektowane). Kupując gry cyfrowe nie zaśmiecamy sobie naszego domu pudełkami. Możemy mieć bibliotekę z 1000 gier i porządek w małym pokoju 15 m2. Gdzie wersje na PC i tak przypisujemy do konta Steam, więc ta płytka jest i tak nie potrzebna, bo na wakacjach na wsi (wiem, że niektóre wioski mają światłowód, gdzie niektóre miasta (wiem z doświadczenia) mógłby pozazdrościć), gdzie nie ma dostępu do Internetu i tak sobie nie pograsz w te grę.

    Patche, czyli i tak czy siak gry wychodzą często zbugowane i musimy pobierać jakieś poprawki, aby gra była grywalna. Jeśli kupimy pudełkową wersje, to dostajemy często produkt, który jest niedokończony i trzeba go łatać przez najbliższe parę lat.

    Pieniądze, a jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Płacimy 15 zł miesięcznie i mamy dostęp do gier AAA i indyków. Gramy w dobre gry za niską cenę, a z subskrypcji możemy zrezygnować kiedy chcemy.

    Dodatkowe funkcje jak multiplayer (na konsolach) i wczesny dostęp do nowych gier.

    Pudełka (niektóre mają bardzo ładny wygląd) można sobie postawić na półce. I pochwalić się swoją kolekcją kolegom, którzy przyjdą do Ciebie na pizze.

    I tyle.

    Tak. Jest dobra, ale krótkoterminowo.

    Ale co będzie później i w jaką stronę to już poszło.

    I tu zaczyna się mój hatepark, czyli podsumowanie.

    HATEPARK

    Dostajemy gry, które mają tragiczny stan na premierę i to się nie zmieni i będzie tylko gorzej.

    Sztucznie wydłużanie gier, aby nie można byłoby jej oddać. Aby przejść dalej musisz zabić 1000 wilków i wbić 50 lvl, w grze, która teoretycznie polega jedynie na dialogach.

    https://tvgry.pl/wideo.asp?ID=6113

    Gry mają 10 DLC, bo po co robić jeden cały produkt. Gra ukończona od A do Z, to jest nieopłacalne dla firmy.

    Gry usługi, to priorytet wielkich firm, bo dają przychód przez dłuższy czas.

    Gry z mikropłatnościami.

    Chcesz mieć dodatkową zawartość zapłać 10 zł.

    Chcesz mieć zbroje, która ładnie wygląda? Za 140 zł będzie twoja.

    Chcesz móc ukończyć gre ? Dopłać 70 zł.

    Chcesz aby postać X nie umarła, bo ogólnie w tej produkcji twoja ulubiona postać umrze, ale jak zapłacić 40 zł, to jej nie zabijemy.

    https://www.gry-online.pl/newsroom/tworca-plants-vs-zombies-zwolniony-przez-ea-za-sprzeciw-wobec-pay-to-win/z71a0ad

    Gry z naciskiem na multiplayer. Mamy gre, która ma system multiplayer, a sam singelplayer trwa 2 godziny, a potem rezygnacja z projektów po 2 latach a po 3 wyłączenie serwerów.

    https://cdaction.pl/newsy/ea-wylacza-serwery-trzech-kolejnych-gier

    Wycofanie gier. Gra ci się spodobała? Chciałbyś w nią pograć? Ta gra nie jest dostępna w twoim regionie. Twórca gier powiedział, że nie lubi koników, więc wycofujemy jego gry z wszystkich dystrybucji i nie możesz jej kupić i w nią zagrać legalnie.

    Stare gry. Ta gra ma 20 lat i nie zamierzamy już jej sprzedawać, trzeba było kupić ją wcześniej (Ciekawe jak długo jeszcze Gog będzie istniał?). Robimy Remake tej gry, więc już tej starszej wersji nie będziesz mógł zakupić. Takie życie.

    Chciałbyś odprzedać swoją grę? No nie. Tak to nie działa, bo twoja gra jest przypisana do twoje konta, którego nie możesz sprzedać.

    Gry w bibliotece nie należą do Ciebie i możemy zabrać Ci do niej dostęp, kiedy złamiesz jakikolwiek punkt z regulaminu.

    https://planetagracza.pl/steam-gry-wideo-polityka-prywatnosci-eula-umowa-licencja/

    Ale co to za cena jeśli mamy łatwy i tani dostęp do gier. Przecież masz wybór. Możesz kupić konsole i tam masz CD, które możesz odprzedać. Prawda?

    https://planetagracza.pl/xbox-series-x-wydania-pudelkowe-koniec-gier-plyty/

    I tu pojawią się nasz kochany przyjaciel subskrypcja.

    Towarzysz Subskypcja

    I teraz tutaj są tylko MOJE spostrzeżenia.

    Na krótki dystans, to naprawdę wszystko jest świetnym rozwiązaniem, ale wszyscy chyba wiemy, że dla konsumenta, to z czasem z raju gracza przejdziemy w piekło graczy #pieklograczy.

    Scenariusz nr. 1

    Wielkie korporacje zaczną wykupywać mniejsze studia i wprowadzą system subskrypcji na swoje biblioteki. Cena za subskrypcje będzie wynosiła od 40 do 100 zł, ale za to będziesz mieć dostęp do parunastu tytułów, ale Ulubiona Gra 1 nie jest już dostępna w tej bibliotece i nigdzie jej nie ma. Może za rok wróci do subskrypcji. Przecież miałeś czas aby w nią zagrać kilkanaście razy.

    Przykładowa rozmowa w korporacji:

    Spotkanie bossów.

    – Jak więcej zarabiać na subskrypcji ?

    1 pomysłodawca – DLC?

    2 pomysłodawca – Mikropłatności w grach ?

    3 pomysłodawca – Gry podzielone na części.

    Boss – 3 pomysłodawco, rozwiń swoją myśl.

    3 pomysłodawca – Jeśli gra jest planowana na 40 godzin rozgrywki, to raz w miesiącu będziemy dawać tylko 2 godziny rozgrywki. Podzielimy ją na 20 części. I tak każdą grę.

    Boss – To ktoś kupi subskrypcje dopiero jak wszystkie godziny damy.

    3 pomysłodawca –  Tak. Chyba, że będziemy kasować poprzednie części.

    Scenariusz nr. 2

    Wszyscy będziemy szczęśliwi mając jedynie subskrypcje, bo korporacje lubią dbać o nas. Prawda?

    Epilog

    I czyja to wina ? 

    Nasza, bo się daliśmy. Nie krytykuje tego, bo tak wygląda rozwój. Tak wygląda świat.

    Nie miejmy niczego i bądźmy szczęśliwi. Masz inne zdanie niż Ci co są u władzy? Nie będziesz miał dostępu do naszych gier.

    Wreszcie pozbędziemy się uprzedzeń i tych złomyślicielów.

    Nie krytykuje rozwiązania. Może gracze naprawdę tego chcą. Więc nie słuchajmy tych starych narzekaczy, którzy chcą hamować rozwój. Przyszłość jest w cyfryzacji gier. Przyszłość jest w subskrypcjach.

    Ale czy naprawdę to jest dobry kierunek rozwoju ? Ja jestem sceptyczny i nie chcę takiego rozwoju, chociaż widzę, dużo plusów takiego rozwiązania. Jeśli graczom to pasuje, to ja też będę musiał ustąpić.

    A może jednak nie?